Kim byli prawdziwi zakapiorzy bieszczadzcy?
Zakapiorzy to niezłomni włóczędzy, artyści, uciekinierzy, buntownicy i twardziele, którzy trafiali w Bieszczady nie dla widoków, ale żeby przetrwać siebie.
W latach 60., 70. i 80. XX wieku, gdy Polska była szara, ciasna i zakłamana, Bieszczady były dziką wolnością. To tu przyjeżdżali ludzie, którzy chcieli rzucić wszystko – i często naprawdę to robili
Zakapior to styl życia, nie zawód
Zakapior pił, palił i milczał – ale jeśli mówił, to cytował Norwida.
Nie miał często gdzie spać, ale miał własny kodeks.
Był gotów bić się o święty spokój, ale nie obrażał lasu, nie kalał ognia.
Nie miał nic – poza sobą. I to wystarczało.
Artyści, poeci, zbójnicy ducha
Wielu z nich było artystami – malarzami, rzeźbiarzami, muzykami. Ich obrazy powstawały w stodołach, ich piosenki przy ogniskach, ich rzeźby – z drzewa świeżo ściętego pod Przysłupem. Zakapior nie potrzebował sceny. Wystarczył mu świt nad połoniną i butelka z kimś, kto rozumie ból, którego się nie da nazwać.
Postacie legendarne – kto był kim?
Eugeniusz „Geno” Kaszycki – pianista i kompozytor, który porzucił karierę i osiadł w Bieszczadach. Jeden z tych, co mieli wszystko – ale wybrali nic, by być wolnymi.
Wiesław „Batiar” Tomanek – poeta, artysta, autor, który tworzył między ogniskiem a kuflem. Czasem więcej mówił w milczeniu niż wierszem.
Józef „Zbych” Michalik – klasyczny zakapior: brodaty, opalony przez wiatr, potrafiący zabić jednym spojrzeniem – i uleczyć drugim.
Zakapiorów już prawie nie ma, ale…
Ich czas przeminął, ale duch został.
Znajdziesz go w knajpach Ustrzyk Górnych, w cieniu krzyża na Jasło, w rzeźbie pod Chatką Puchatka.
Znajdziesz w twarzach tych, którzy siadają przy ognisku nie po to, by rozmawiać – tylko by pobyć w ciszy. Bo cisza też może mieć twarz.
„Zakapior nie uciekał od świata. On go po prostu przestał potrzebować.”