Zbych – niedokończony prorok z Połonin
„Jemu wystarczał cień buka i kromka chleba.”
Zbych to postać jakby z innego świata – człowiek, który widział zbyt wiele i mówił zbyt
mało. Malował dymem ogniska, pił herbatę z liści malin i milczał przez całe popołudnia.
Nosił wełnianą czapkę nawet latem i znał każdy strumień. Gdy mówił, to jakby echo gór
mówiło przez niego.
Zbych nie miał nazwiska – był tylko Zbychem. Niegdyś nauczyciel, później pustelnik. Swoje
życie rozpisał na ślady w błocie i popiół w piecu.
Krystyna – anioł z siekierą, dama z lasu
„W ustach miała ogień, w oczach ciszę.”
Krystyna przyszła w Bieszczady na chwilę – została na zawsze. Żyła w drewnianej chacie z
dwoma wilczurami, pisała pamiętniki na korze brzozy. Mówili na nią Anioł, choć przeklinała
jak szewc i rąbała drewno z gracją tancerki. Była jak legenda – twarda i delikatna zarazem.
Krystyna przyjechała z miasta po rozwodzie. Została. Znalazła spokój w deszczu, drewno w
lesie i światło w sobie.
Stachu – ten od ciszy i fajki
„Cisza w jego ustach była krzykiem prawdy.”
Stachu był jak drzewa, pod którymi siadał. Milczący, obecny, niezłomny. Z fajką w zębach
patrzył na chmury i potrafił jednym spojrzeniem opowiedzieć historię. Nigdy nie mówił za
dużo – to inni mówili o nim. Stachu nie potrzebował słów. Potrzebował tylko gór.
Stachu był leśniczym. Ale bardziej niż drzewa rozumiał ludzi. Nigdy nie narzucał się górom
– tylko w nie wnikał.
Geno – ten, który wybrał życie na własnych zasadach
„Zszedł z miasta, by wejść w siebie.”
Geno to były grafik, który zamienił komputer na siekierę, a śmiech korporacji na szelest
liści. Zostawił Warszawę i zaszył się w Mucznem. Budował dom z bali, pisał do szuflady,
słuchał wilków. Mówił, że cisza go nie przeraża – że w ciszy można naprawdę usłyszeć
siebie.
Geno wybrał życie na własnych zasadach w Mucznem. Był jednym z tych, którzy nie uciekli
– tylko zostali.
Batiar – łotr z gitarą, duch spod Rawki
„Pił, grał i kochał bez trzymanki.”
Batiar to bieszczadzki bard, co nosił gitarę jak karabin. Śpiewał o śmierci, miłości i wódce.
Miał czarne włosy, serce na dłoni i trzy kobiety w każdej wsi. Spał w sianie, jadł co mu dali,
żył jak chciał. Zniknął pewnej jesieni – mówią, że zamienił się w wiatr.
Batiar nie miał adresu – miał ślady butów. Grał w schroniskach, na ogniskach i w snach
tych, którzy go spotkali.